Ach, co to był za czas

Święta były apolityczne, rozgadane, wyspacerowane, i wyściskane za wszystkie czasy. Lodówka pękała w szwach – cóż, lubię dojadać po świętach. I nawet bardziej mi wszystko smakuje…
Nie rozleniwiłam się, bo siedzenie przy stole od świtu po czas ciszy nocnej, nie leży w mojej naturze. Był więc świąteczny spacer umilany czekoladą na gorąco, grzańcem, rozmowami z nieznajomymi i serią fotografii.

Na trakcie królewskim zastałam różnojęzyczny tłum, w tym wyznawców islamu – przyjezdnych, ale już tutejszych. Nie wszyscy obcokrajowcy to turyści. Warszawa stała się mekką nie tylko dla Ukraińców, spotyka się coraz więcej Hindusów, Chińczyków i Koreańczyków. Wedle raportu Urzędu ds. Cudzoziemców, na Mazowszu mieszka około 115 tysięcy obcokrajowców. Ich liczba wzrośnie; w bieżącym roku o zezwolenie na pobyt ubiega się ponad 5o tysięcy cudzoziemców.

Na 2 dni odcięłam się od przypływu medialnych wiadomości i powiem Wam, że czułam się z tym wspaniale. Jednak nie udało mi się tak całkiem odciąć od świata polityki, powodem widok siedziby Państwa Prezydentostwa, zamkniętej na głucho, z jedną skromną choinką w barwach narodowych.
Nie mogę się powstrzymać, aby nie wspomnieć o tym, że Pan Prezydent bardzo mnie wzruszył szczerym wyznaniem (w radiowej 3), że świąteczne prezenty kupuje z żoną normalnie, w „zwykłym sklepie”.

Całe Krakowskie Przedmieście aż po aleje Jerozolimskie w eksplozji iluminacji.

M.

Reklamy